Czy ja jestem uzależniona? Historia anny

Anna – prawniczka z Katowic, 35 lat, alkoholiczka  

Alkoholiczka – to słowo… przyznam szczerze, długo nie mogło mi przejść przez  gardło… Kojarzyło mi się z kobietą bez środków do życia, brudną, obdartą, stojącą  pod sklepem z tanim alkoholem, chwiejącą się na nogach i zaczepiającą  przechodzących ludzi o 2 zł na piwo…  

 Jakże się myliłam…  

 Jak później się okazało, niczym nie różniłam się od tej Pani…Byłyśmy równe  wobec alkoholizmu.  

 Jak to się stało, że zostałam alkoholiczką? Przecież to niemożliwe, ja Anna,  dziewczyna z dobrego domu, z wyższym wykształceniem, wspaniałą pracą w  kancelarii i mężem, którego mi zazdrościły wszystkie koleżanki, podróżująca po  świecie.  

 No jak to się właściwie stało? Jak to możliwe w ogóle?  

Takie myśli właśnie mi się kłębiły w głowie przy przyjęciu do Ośrodka Leczenia  Uzależnień.  

 Ale od początku.  

 Mój dom rodzinny: tata prawnik, prowadzący dużą kancelarię, dobry człowiek,  natomiast rzadko obecny w domu. Swoją nieobecność rekompensował mi drogimi  zabawkami, wyjazdami, kursami. Mama natomiast zajmowała się domem oraz mną.  Nie wiem czy do końca była szczęśliwa…Często wieczorem widziałam ją z  kieliszkiem wina w dłoni, patrzącą się w okno ze smutnym, jakby nieobecnym  wzrokiem. Na szafce nocnej w Jej sypialni zawsze stały leki. Takie mam  wspomnienie z dzieciństwa. Na zewnątrz natomiast, Nasza Rodzina wyglądała  idealnie – szczęście, przyjęcia organizowane w domu, sukcesy, wakacje. Ale to były  tylko pozory…  

 Ja również, jak mój tata, zostałam prawniczką. Nie wiem dlaczego,  interesowałam się przecież malarstwem…  

Dostałam pracę w dobrej kancelarii, wyszłam za mąż i wkrótce po tym odkryłam  moją prawdziwą miłość:  

ALKOHOL I  ULGĘ  

 W końcu nie wstydziłam się w towarzystwie, już nie byłam “szarą myszką”  grzeczną, posłuszną, bojącą się wyrazić swoje zdanie czy odmówić. Czułam się  wspaniale po alkoholu. Stał się on moim lekarstwem na wszystko. Stałam się duszą  towarzystwa, którą zawsze chciałam być. Pewną siebie Anną, poważaną wśród  kolegów z pracy, szefa i klientów, radosną żoną w domu i wspaniałą koleżanką.  Wreszcie potrafiłam się “wyluzować”, jak mówił mój mąż.  

Zaczęłam pić coraz więcej, nie upijałam się, przecież kobiecie nie wypada. Byłam  na lekkim rauszu…, coraz częściej a później już codziennie.  

Piłam przed pracą setkę, wlewałam do kawy, żeby mąż się nie zorientował, na dobry  początek dnia. W pracy kolejna porcja szła z koktajlem wysokobiałkowym – przecież  dbałam o swoje zdrowie i zdrowe odżywianie. Potem kolejna, przed sprawą w sądzie  i później po powrocie do domu i kolejna na sen.  

Hmmm, trwało to dość długo, ok. 3 lat.  

 Później było coraz gorzej.  

 Nie potrafiłam już funkcjonować bez alkoholu.  

 Przy próbach odstawienia alkoholu, zrobienia sobie przerw, czułam ogromny  niepokój i lęk, rozdrażnienie, kłóciłam się z mężem i współpracownikami o wszystko.  Byłam nieznośna, musiałam pić dalej…Mój nierozerwalny związek z alkoholem  ukrywałam przed całym światem. To była tylko nasza tajemnica, o której nikt nie  wiedział. Przynajmniej tak wówczas mi się wydawało, że nikt nie widzi, że piję.  

Pewnego dnia, wsiadłam do samochodu w nocy, po całej butelce wina. Cicho  wymknęłam się z domu, mąż już spał. Chciałam pojechać tylko po zapasy alkoholu  na ranek, oczywiście do dalszego sklepu, w którym mnie nikt nie znał. Tyle tylko, że  nie dojechałam do tego sklepu, miałam wypadek…i jak się okazało 2,0 promile we  krwi…Trafiłam do szpitala, tam też później usłyszałam diagnozę.  

JEST PANI UZALEŻNIONA OD ALKOHOLU, MUSI PANI SIĘ LECZYĆ

 Płakałam, nie mogłam się z tym pogodzić.  

Mąż powiedział, że mi pomoże, że podejrzewał to już dłuższy czas, porozmawiał  również z moim szefem. Jak później się okazało wszyscy w pracy podejrzewali u  mnie problem z alkoholem. 

Podjęłam leczenie w Ośrodku Uzależnień. Cholernie trudny czas, wiele  dowiedziałam się o sobie jak i swojej chorobie. Już nie wstydzę się powiedzieć o  sobie : Anna, jestem alkoholiczką.  

 Teraz powoli zaczynam odbudowywać siebie i swoje życie. Patrzę z nadzieją w  przyszłość, zaczęłam rozwijać swoją pasję: malarstwo.  W końcu zaczynam być sobą, prawdziwą Anną.  

Jeśli zastanawiasz się czy, jesteś uzależniona.  

Zapraszamy Ciebie do odpowiedzi na następujące pytania : 

Strona główna » Czy ja jestem uzależniona? Historia anny

Leave a Comment

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *